Czujnik grubości lakieru. Wróg czy przyjaciel?

18 marca 2020 , , , , , , ,

Zapewne wielu z Was słyszało o czujniku lakieru podczas zakupu „nowego” używanego auta. Mogliście o nim usłyszeć nawet przy zakupie nowego pojazdu w salonie.

Co oznacza stosowanie miernika lakieru dla nas, zwykłych nabywców? Czy to „coś” potrafi  rozwiać wszystkie nasze obawy, co do stanu naszego przyszłego pojazdu?

Kupując używany samochód, wśród wielu celów jakie sobie określamy, niemal zawsze nam przyświeca ten jeden – nie dać się oszukać. Wielokrotnie słyszeliśmy jak ktoś znajomy, znajomy znajomego, a może nawet ktoś z rodziny padł ofiarą nieuczciwego sprzedawcy. Jeśli oszustwo polegało na czymś, czego nie mogliśmy sprawdzić w chwili zakupu to jeszcze da się usprawiedliwić.  Ale gdybyśmy zostali oszukani, w kwestii którą mogliśmy sprawdzić, jest już gorzej. A dotyczy to np. przebiegu, stanu technicznego podzespołów, czy wreszcie bezwypadkowości samochodu.

Bity, nie bity?

To chyba najczęściej zadawane sobie pytanie przez kupujących, na które zdecydowana większość chciałaby znać odpowiedź. I tu pojawia się nasz pomocnik – czujnik grubości lakieru. Bać się go, czy z nim zaprzyjaźnić? O czym nam powie? Czy będzie pewnego rodzaju wyrocznią?

Kiedyś czujnikami posługiwali się tylko typowi handlarze samochodowi i komisowcy. Używali ich, żeby pokazać, że żadnej stłuczki czy naprawy przed nimi nie zataimy – wnikliwymi tropicielami szpachli i fuszerki blacharskiej.

Długopis – czyli od czego się zaczęło

Pierwsze czujniki jakie się pojawiły na rynku samochodów używanych były czymś na kształt długopisu lub grubszego mazaka. Chodził taki handlarz koło samochodu i co rusz było słychać pukanie czujnika, a zarówno sprzedający jak i kupujący ze zdziwieniem przyglądali się, co magiczna różdżka pokaże. Potem sukcesywnie zaczęły się pojawiać już bardziej profesjonalnie wyglądające urządzenia – mierniki z wyświetlaczem ciekłokrystalicznym.

Już nie tylko handlarz może…

Zwiększenie dostępności bardziej dokładnych urządzeń niż wspomniany „długopis”, a przede wszystkim spadek ich cen, rozpowszechnił ich stosowanie wśród przysłowiowych Kowalskich. Rodzi się pytanie, czy każdy z nas może sobie poradzić z miernikiem w sposób, aby sobie pomóc? Postaram się poniżej zachęcić, tych którzy czują się na siłach, żeby spróbowali nie popełniając przy tym bardzo częstego błędu, tj. traktowania miernika jak wyroczni. Urządzenie ma nam pomóc, a nie zastąpić wiedzę, którą inni zdobywają przez lata. To tylko pomiar.

Na co musimy zwrócić uwagę?

Mierniki wskazują grubość powłoki lakierniczej w micrometrach, jednostce w układzie SI, oznaczonej „µm”. To jedna tysięczna milimetra. Najniższe wskazania, z jakimi się spotkamy to 30 µm, natomiast średnie wartości, jakie nas interesują to ok 100 µm. Dobrze przygotowany na pomiary miernikiem handlarz może nas zaskoczyć, jeśli jesteśmy laikami. Otóż możemy odkryć, że badając samochód, wszystkie elementy poszycia karoserii będą miały wartości fabryczne lub zbliżone do nich, a mimo to samochód będzie po solidnej kolizji albo wypadku.

Jak to możliwe? Czy ktoś wymienił uszkodzone elementy na fabryczne i zapłacił za profesjonalna lakiernię dobierając wartości warstwy lakieru do fabrycznych? Otóż skąd! Po prostu nie zmierzyliśmy miernikiem elementów konstrukcyjnych pojazdu tj. słupków, progów, elementów lakierowanych wewnątrz. Pamiętać należy, że oryginalna powłoka lakiernicza na tych elementach może nawet pokazywać wartości dużo poniżej wartości innych elementów zewnętrznych (drzwi, dach, klapa bagażnika, maska). I wtedy to będzie nasz „oryginał” bo 120 µm na słupku w przypadku takich samych wskazać na drzwiach, to nie jest normalna sytuacja. Zwykle jest to wtedy 40-80 µm.

Miernik prawdę Ci powie

Oprócz tego, że będziemy posiadać urządzenie, to powinniśmy jeszcze posiąść odrobinę wiedzy na temat pomiarów i możliwości miernika. Musimy wiedzieć, że różni producenci samochodów stosują różne technologie wykańczania lakierem naszego pojazdu i różnice w pomiarach powłoki będą  bardzo się różnić. To, co np. w Audi jest jedną oryginalną warstwą lakieru, to już np. w Toyocie będzie dowodem na naprawę lakierniczą elementu. Upraszczając, wartości pomiaru dla oryginalnej powłoki lakierniczej mark japońskich czy koreańskich to zakres 80-100 µm, a marek europejskich 110 – 180 µm. Zauważacie tę różnicę?

Malowany nie zawsze znaczy „bity”

Nie każdy samochód, który posiada ślady ingerencji lakiernika jest tym złym, nie zasługującym na naszą uwagę. Jeśli samochód miał na przykład ślady zarysowania czy lekkiego przetarcia parkingowego nie zawsze kwalifikuje się do wymiany całego elementu, albo po prostu nie jest to zwykle opłacalne dla użytkownika . Nawet samochody, które zostały uszkodzone przez inne osoby lub pojazdy i właściciel uzyskał odszkodowanie z tego tytułu, zostają często naprawione właśnie przez pokrywanie elementów drugą powłoką lakieru, po usunięciu niewielkich uszkodzeń.

Wybór mierników jest duży – który będzie najlepszy?

Przeglądając oferty internetowe producentów i modeli jest bardzo dużo. Dopasowane są do potrzeb i grubości portfela – jednak nie zawsze cena świadczy o jakości i użyteczności miernika. Wśród  wielu modeli i producentów  jeden z nich przykuwa uwagę i warto się nim zainteresować. Jest miernikiem, który znacznie nam takie pomiary ułatwi – nie musimy się za każdym razem zastanawiać, ile to powinien wskazywać, a ile to już za dużo na normalną powłokę lakierniczą. A co ciekawe, taki miernik ma w swojej ofercie polska firma Blue Technology. Oczywiście mają w ofercie wiele modeli, od bardzo tanich i prostych, po naprawdę profesjonalne. Na przykład przeznaczone dla osób, które nie tylko kupują i sprzedają samochody, ale są rzeczoznawcami  lub osobami odpowiedzialnymi za kontrolę jakości  usług lakierniczych, blacharskich czy autodetailingu na wysokim poziomie.

Czy taki miernik różni się od konkurencji?

Na pierwszy rzut oka zauważymy, że nie jest tak „toporny” jak inne produkty z tej branży. Przecież da się zauważyć, że wszystkie elektroniczne zabawki oprócz nowych rozwiązań technicznych mają przyjemniejsze dla oka obudowy i kształty. Dlaczego miało by to ominąć mierniki? Ten tak ma! Może jest to zbędne – ale nie będziemy narzekać , że coś mamy w gratisie. Prawda? Kolorowe, bardziej obłe obudowy, zabezpieczenie gumowe przewodu sondy na łączeniu z urządzeniem to wyróżnia serię 13. No i najważniejsze – zakresy pomiarowe rozróżniono kolorami – zielony do 170 µm, pomarańczowy 171-350 µm no i czerwony od 351 µm. Zakres kończy się na 5000 µm (chyba bardziej przydatny przy samochodach zabytkowych).

Pomiar nocą

Ktoś zapyta – po co komu zabawa z kolorami? Ano wyobraźmy sobie, że samochód oglądamy wieczorową porą. Kolory pozwolą nam na szybki rekonesans stanu poszczególnych elementów nadwozia. Jak zauważymy kolor inny niż zielony, a szukamy tzw. “ideału”, to oszczędzi nam to czas i zbędne dywagacje ze sprzedającym, czy rzeczywiście jest idealny czy nie.  Pod względem blacharsko-lakierniczym rzecz jasna. Jak wszystko będzie „zielone” to możemy się bardziej przyglądać różnicom pomiędzy poszczególnymi pomiarami, już w wartościach liczbowych. Osobiście uważam to za przydatną funkcję, ale przecież nie każdy musi się ze mną zgodzić.

sonda kulkowa na załamaniach powierzchni

Kolory obudowy również sugerują z jaką sondą mamy do czynienia – czarny to płaska, niebieski – dociskowa, a czerwony – kulkowa. Sonda kulkowa pozwoli nam na pomiary w miejscach załamania powierzchni, co szybko docenimy. Wzmocnienie miejsca połączenia sondy na kablu z miernikiem też nie pozostaje bez znaczenia dla użytkownika. Seria 13 na pewno odróżnia produkty Blue Technology od konkurentów. Ale możecie wybierać wśród wielu produktów – zapewne każdy znajdzie coś dla siebie.

Najważniejsze to się nie bać mierników, ale też nie przeceniać ich możliwości. Wiedza i doświadczenie są niezastąpione. I tego się trzymajmy.  

Miłej zabawy z miernikami.